czwartek, Czerwiec 21



Makabryczne odkrycie w bagażniku! ZOBACZ!

Makabryczne odkrycie w bagażniku! ZOBACZ!

Martwego mężczyznę w wieku 29 lat odnaleźli strażacy w samochodzie, który znajdował się w rzece Rawka w miejscowości Sierzchów (Łódzkie) – poinformowała w sobotę podkom. Anna Szymczak z Komendy Miejskiej Policji w Skierniewicach. 

„Strażacy w sobotę przed południem odnaleźli w rzece Rawce samochód marki Fiat Uno, w którym znajdowały się zwłoki młodego mężczyzny. Na miejsce została skierowana grupa dochodzeniowo-śledcza, która obecnie bada okoliczności zdarzenia pod nadzorem prokuratora” – powiedziała podkom. Szymczak. Na miejscu w okolicach Sierzchowa (pow. skierniewicki) działało dwanaście zastępów straży pożarnej oraz Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Łodzi.

Nikogo więcej nie odnaleziono w zatopionym samochodzie. Akcja ratownicza została już zakończona.

Makabra!

dgf/o2.pl







Policyjna opowieść wigilijna!

Policyjna opowieść wigilijna!

Z CYKLU :

komisarz Bernard na tropie.

 

Wigilia w rodzimej kulturze jest świętem na wskroś rodzinnym. Spotykamy się przy wspólnym stole, by zjeść tradycyjną kolację, by sobie wzajemnie życzyć pomyślności. Starsi błogosławią młodszym, a wszyscy wierzymy, że będziemy lepsi. Ten dzień przyciąga wszystkich do rodzinnego matecznika. Jak Polska długa i szeroka wszyscy pędzą by choć przez chwile pobyć z najbliższymi w ten wieczór. Nie wszyscy świętują, część społeczeństwa rusza, ale, do pracy i służby. Szpitale, remizy, komendy nie zamykają swoich czeluści, wręcz przeciwnie w tym cudnym dniu, tam jak co dzień wrze robota. Powyższa sytuacja rodzi poważne problemy natury socjologicznej –  kto w tym dniu powinien być wytypowany do pracy.

 

Działo się to w czasach, gdy w stolicy jeszcze nie było stada słoików, co najwyżej trochę przyjezdnych. W Warszawie jest nie bez znaczenia, zważywszy, że wszyscy tu, kiedyś przyjechali. Komenda rejonowa na Pradze Południowej zwana przez policjantów Grenadą, nie na okoliczność faktu, że była usłoneczniona, ale z tego tytułu, że jest położona przy ul. Grenadierów. Policjanci są pokojowo nastawieni do świata, a grenadierzy to militaryzm w czystej postaci. Dlatego też komenda została Grenadą. Starszy posterunkowy wydziału dochodzeniowo – śledczego Bernard, zgodnie z obowiązującymi, a nie pisanymi zasadami został wyznaczony do pełnienia służby 12 godzinnej, w nocy z 24 na 25 grudnia, a na dodatek na kolejne 12 godzin w drugi dzień świąt, czyli 26.  Ważki problem – kto powinien w tym dniu pracować – w jednostkach policji był rozstrzygany szybko i skutecznie. Najmłodsi stażem adepci sztuki policyjnej mieli w okresie świąt mieli możliwość swojej pełnej realizacji w toku wydłużonego dyżuru służbowego. Funkcjonariusz Bernard nie miał wyboru, był policjantem o najkrótszym stażem w wydziale. Wigilia poza rodzinnym stołem była przykrym przeżyciem dla posterunkowego, pierwszy raz poza domem, w obcym mieście, w nowej pracy lecz czuł pewne uniesienie, będzie na służbie, jak prawdziwy gliniarz.

 

Dużo przed czasem, wkroczył z podniesionym czołem do budynku komendy. W sumie, co w hotelu policyjnym miał robić.  Dyżur zaczynał się od godziny 20 tej i z własnej nie przymusowej woli przybył przed 18 tą, spodziewał się, że będzie to docenione i zauważone. W końcu to jego pierwszy samodzielny dyżur. Był dumny że „okres czeladniczy” został mu znacznie skrócony, choć nie wiedział, że tylko na potrzeby świąt. Był naiwnie przekonany, że skrócenie okresu nastąpiło ponieważ szybko nabywał umiejętności policyjnych.

 

Oficer dyżurny dzielnicy, starszy aspirant sztabowy, ten to miał staż gigantyczny. Funkcjonariuszem został za Gomułki, przetrwał Gierka i Jaruzelskiego, z III RP awansował. Miast pały szturmowej, w dłoni dzierżył długopis, którym od czasu do czasu coś w brudnopisie odnotowywał. Spojrzał spode łba na wkraczającego posterunkowego, promieniującego świątecznym nastrojem. Fizjonomia twarzy dyżurnego, w momencie otrzeźwiła Bernarda. Wskazywała, że owszem lubi robotę z ludźmi, ale ta twarz nie zachęcała do kontaktów. Rzucił krótko i niemile  – na którą to się przychodzi ?

Bernard odpowiedział – miałem być na 20, ale już jestem  …. . Nie dokończył, bo weteran milicji kontynuował – młody zawsze przychodzi 2 godziny wcześniej, luzik w tej dochodzeniówce macie. Zapierniczaj, do siebie po kwity jesteś tu potrzebny od ręki, masz roboty od …. chusteczki.

Bernard błyskawicznym susem wbiegł do swojego pokoju, w którym było parę stroików oddających charakter świąt. Chwycił przygotowany zestaw dokumentów procesowych, zawiadomień o przestępstwie, protokołów, przesłuchań, oględzin, przeszukań. Cieszył się tą chwilą, będę przesłuchiwał, wyśpiewają mi wszystko – tak sobie pomyślał.  Zbiegł na parter, do pomieszczenia zwanego przejściówką. Duże wyjątkowo obskurne pomieszczenie, gdzie wstępną obróbkę przechodzili zatrzymani przed osadzeniem na dołu. W środku byli wszyscy. Wszyscy co w tym dniu byli na służbie, cały skład służby dyżurnej; oficer, pomocnik, radiooperator, z/ca komendanta, oficer kontrolny, dochodzeniowiec, operacyjny, technik kryminalistyki, dwóch wywiadowców .. i kilkunastu mundurowych z patrolówki. Siedzieli  przy prowizorycznym stole zrobionym ze starych biurek, nie było nawet fragmentu obrusu lub jakich kol wiek ozdób świątecznych.  Obdrapane ściany zdradzały nosiły brunatno krwawe bohomazy będące efektem skutecznego kontaktu z opernym zatrzymanym.

Stojący przy drzwiach oficer dyżurny, nie odrywając wzroku od oficera kontrolnego. Który ostatnie krople alkoholu rozprowadzał po różnorodnych pojemnikach; szklankach, kubkach i innych szklanych naczyniach używanych przez laborantów.  Powiedział do Bernarda – młody na „uniwersamie” (kompleks handlowy) za kilka minut zamykają ostatni sklep, a nam się kończy opłatek.  Patrząc na pozostałych, kontynuował – opłatka weź by nie brakło, bo … na śródmieście z buta zapierniczał będziesz, a  nie długo się zacznie – dokończył tajemniczo.

 

Bernard wyskoczył niczym z procy, dopadł ostatniego czynnego sklepu na dzielnicy, przebił się przez tłum rożnej maści osobników, ktorzy rodzinne wieczerze daleko od domu spędzają. Drogą kupna nabył 5 półlitrowych opakowań opłatka i wrócił. Gdy wykładał dary na stole, nieśmiało acz stanowczo z/ca komendanta zauważył – śledzik się kończy. Prócz chleba i ogórków kiszonych był to jedyny pokarm tej wigilijne wieczerzy. Bernard zrozumiał że to prośba, a w Policji prośba przełożonego to rozkaz. W momencie gdy wykonywał obrót do drzwi, by zdobyć śledzika, ktoś powiedział – niech się i młody połamie, przecież rokuje nadzieje. Podano mu sztakana, był pełen. Jednym haustem go wychylił, chwycił głęboki oddech i niczym na dopingu sprinter pobiegł, po polskiego króla Bałtyku. Sklepowa już opuszczała  kraty, jednak pod wpływem perswazji i … legitymacji policyjnej, z ciężkim uśmiechem podała 3 słoiki, śledzia w occie. Przyjmując zapłatę, serdecznie doradziła, – weź zapojkę; oranżadę i „ptysia”.

Po prawidłowo wykonanym zadaniu posterunkowy Bernard siedział jak równy z równym, ze starymi gliniarzami. Po kolejnych „połamaniach” płynnym opłatkiem, gdy atmosfera robiła się serdeczna i gwar licznych rozmów sunął się dookoła, do pomieszczenia wszedł radiooperator – zaczęło się – rzucił. Wszyscy powoli zaczęli wychodzi z pomieszczenia, rozumiejąc, że spotkanie wigilijne dobiegło końca i czas na inne czynności.

 

Oficer dyżurny, już całkiem miło powiedział, – ludzie już wracają z wigilii do swoich mieszkań i domów, a tam włam. Takie życie. Ciebie wysyłam z wywiadowcami radiowozem na pierwsze, zaczynasz od oględzin, bo jak skończysz, technika przerzucam na następny włam. Ty zostajesz i  kończysz kwity; zawiadomienie i przesłuchanie. Pamiętaj, zapowiedz, że jak się pokrzywdzeni ogarną w bałaganie, niech zrobią listę skradzionych rzeczy i za parę dni przyniosą do dochodzeniówki. Jak skończysz ten walam, to patrol przerzuca cię na kolejny, tam gdzie technik już ujawnia ślady, a mnie zdadzą twoje papiery.

Niczym serdeczny ojciec, z pobłażliwością kontynuował – wrócisz do jednostki przed południem i jeszcze długo będziesz poprawiał to co na pewno skopiesz. A skopiesz nie jeden kwit. Dla społeczeństwa jest to cudowny dzień. Jednak wigilia dla części z nich to wyjątkowo przykra niespodzianka. „Mikołaj” miast dawać prezenty zabiera im „fanty”… a jeszcze jedno. Dla nas to normalna służba, a dla ciebie chrzest bojowy. Dodał mimochodem –Towarzysko się nadajesz, ale jeszcze gliniarską robotą musisz się wkupić.

Ta służba szybko zleciała a posterunkowy był dumny z dobrze wypełnionych wszystkich obowiązków. Na hotel wrócił w godzinach późno popołudniowych, zmęczony, ale szczęśliwy, został  gliniarzem.

nadkom. Dariusz Loranty

Fot. Michał Baranowski







Loranty o senatorze PO, prawo jazdach, wieszaniu i karze śmierci i … OGLĄDAJ KRYMINALNY PRZEGLĄD PRASY!

Loranty o senatorze PO, prawo jazdach, wieszaniu i karze śmierci i … OGLĄDAJ KRYMINALNY PRZEGLĄD PRASY!

Dziś Dariusz Loranty w dość niecodzienny sposób – bo za sprawą video-bloga opowie nam o aferze z senatorem PO i PiS, narkotykach, wieszaniu czyli ostatecznej karze, oraz …

Sam zobacz, ten niecodzienne przegląd prasy kryminalnej!

 







JACEK WRONA – CBŚ czyli CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA!

JACEK WRONA – CBŚ czyli CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA!

Jacek Wrona  postanowił w ciekawy sposób życzyć Polakom wszystkiego dobrego na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia.

Przesłał więc filmik prost z centrum katolicyzmu w Polsce, czyli Częstochowy. Co mówi? ZOBACZ SAM: